trzeba się wygadać

Trzeba się wygadać?

Mówią, że ponoć trzeba się wygadać…

Kiedy Anna zadzwoniła tuż przed północą, dla Marty było oczywiste, że należy jej pomóc. Przyjaciółka została bowiem niespodziewanie porzucona przez męża. Rok po ślubie, mieszkanie na kredyt, radość z urządzania się, plany powiększenia rodziny… Ale niespodziewanie on się zakochał. I po prostu odszedł.
Co najważniejsze, Marta wiedziała, że przyjaciółce potrzebne jest wsparcie. Anna była naprawdę w koszmarnej rozsypce i momentami traciła nad sobą kontrolę. Dlatego zaopiekowała się nią. Stąd nie tylko ocierała łzy i wysłuchiwała żalów, ale też nakłaniała do szybkiego powrotu do pracy. Dodatkowo pilnowała, aby coś zjadła i sprawdzała, czy posprzątała dom. W związku z tym po kilku miesiącach wydawało się, że wszystko wróciło do normy. Prawie.

W kółko o tym samym – zmęczenie relacją

Od tamtej nocy minęły już 3 lata i szczerze powiedziawszy, Marta jest zmęczona relacją z przyjaciółką. Przede wszystkim dlatego, że na każdym spotkaniu rozmawiają o tym samym. Zwłaszcza, że przyjaciółka analizuje, co złego zrobiła, czego nie widziała, wpływ swojej matki na jej uległość, wpływ wyjazdowej pracy męża na jego niewierność… Dodatkowo, że była za potulna, a że za młoda na małżeństwo, a że ślepa i zbyt ufna. Wszyscy mężczyźni niedobrzy, a kobieta zawsze pokrzywdzona. Wspominała, że miała fajnego lekarza, którego odrzuciła, a on teraz ma piękną rodzinę. Co najważniejsze, dobrze, że nie zdążyła zajść w ciążę. Z drugiej strony, może wszystko przez to, że nie chciała z nim jeździć na zwody jeździeckie i miała inne zainteresowania. Z pewnością była też za słaba w łóżku… I że chyba dobrze zrobiła, że teraz pogoniła tego Artura, który chciał się z nią spotykać.

Każde ich spotkanie ma identyczny przebieg. Przelewają te same słowa w różnych konfiguracjach, odmianach, fleksjach i deklinacjach. Jej przyjaciółka stoi w miejscu. A Marta, rozdarta między chęcią pomocy a własnym zmęczeniem nie wie, co robić.

Wygadać się – czy to najlepsze lekarstwo?

Z pewnością wszyscy słyszeliśmy tę obiegową opinię, że aby sobie ulżyć w radzeniu z problemami, najlepiej jest się wygadać. Czasami to rzeczywiście pomaga.

Jednakże badania psychologów pokazują, że częste rozmyślanie i rozmawianie o swoich problemach daje nam tylko złudzenie, iż zajmujemy się ich rozwiązaniem. Należy pamiętać, że gadanina o trudnościach często przebiega bezproduktywnie, nie posuwając spraw do przodu. Dodatkowo bardzo pozbawia nas energii.
Dlatego nadmierne roztrząsanie problemów okazuje się być bardzo nieefektywną strategią radzenia sobie z rzeczywistością. Stąd zbyt częste mówienie o naszych obawach i udrękach powinno być pod ścisłą kontrolą.

Badania naukowców mówią także jednoznacznie, że nasze poczucie szczęścia nie jest bezwzględnie zależne od tego, co nas złego w życiu spotkało. Przede wszystkim od tego, jak sobie z tym poradziliśmy. Długie rozpamiętywanie to tak naprawdę zgoda na to, aby przeszłość kierowała naszym zachowaniem i wpływała na teraźniejsze poczucie szczęścia.

Mówienie dla mówienia nic nie zmienia

W związku z tym, jak to wygląda np. w pracy. Możemy wiele razy mówić, że szef postępuje źle, kolega przy biurku obok się leni, a procedury pracy są nieefektywne. I co? Nic. W ten sposób świat obok pozostaje natrętnie niezmienny. Od pogadywania i negatywnego plotkowania sytuacja wcale się nie poprawi, a nasze samopoczucie się nie polepszy. Raczej przeciwnie. Dlatego naukowcy twierdzą bezlitośnie i jednoznacznie – zamartwianie się i lęk obniżają naszą inteligencję, czyli efektywność i skuteczność myślenia.

Dodatkowo, stale roztrząsając problemy, źle oddziałujemy na innych. Wiemy, że neurony lustrzane sprawiają, iż ludzie łatwo zarażają się emocjami otaczających ich osób. Stąd w konsekwencji, reagują empatycznie. Dlatego smutne twarze wpływają na nas źle, a uśmiechnięte – dodają nam radości i energii.

Dobra i zła energia

Jeśli w firmie przebywamy w gronie osób narzekających i mówiących o negatywach, widzimy pracę jako pasmo rozczarowań i sytuacji nieprzyjemnych. Dlatego, gdy ktoś rozsiewa czarne myśli, zła energia wiruje po firmie. W związku z tym zawężone i jałowe myślenie nakręca spiralę stresu, utrudniając myślenie i satysfakcję ze swoich działań.
W wielu organizacjach pracownicy marnotrawią dobrą energię, spędzając mnóstwo czasu na destrukcyjnych narzekaniach. Nie tylko na słynnych przerwach na papierosa, ale także na oficjalnych, bezproduktywnych spotkaniach.
Dlatego zadaniem każdego szefa jest dbanie o komunikację w zespole, rozmawianie z ludźmi o problemach i trudnościach. Przede wszystkim w sposób ukierunkowujący myślenie na szukanie rozwiązań.

A cóż zatem zrobić z urazami, bólem i przykrymi doświadczeniami, których nikt uniknąć nie zdoła?

Czy istnieje recepta na problemy?

Jeśli problemy osobiste lub zawodowe długotrwale rujnują nam sprawne funkcjonowanie, najlepiej skorzystać z pomocy psychoterapeuty lub coacha. Z pewnością będzie potrafił nasz proces myślowy odpowiednio poprowadzić. Dzięki temu unikniemy jałowych mielizn, stania w miejscu i zwiększamy szansę na poprawę i rozwój.

Jeśli jednak wolimy radzić sobie sami, jest bardzo prosta metoda. Przede wszystkim nic nie kosztuje, zabiera mało czasu i daje naprawdę genialne efekty. Jaka?

James Pennebaker przeprowadził badania, które pokazują, że o wiele bardziej efektywne od gadania jest pisanie. Co najważniejsze, proces pisania pozwala wytworzyć dystans między piszącym a jego myślami i uczuciami. Dodatkowo redukuje stres i pozwala zobaczyć doświadczenia w innym, nowym kontekście. Czyli prowadzi do szybszego znajdywania wniosków i pozytywnych rozwiązań.

Uzdrawiające pisanie według Pannebakrea

Czyli jak to robić konkretnie? Jakie są zasady takiego uzdrawiającego pisania wg Pannebakrea?
Oto podpowiedź, krok po kroku:

  • Przede wszystkim zacznij pisać o emocjonujących wydarzeniach 20 minut dziennie (lub kilka razy dziennie)
  • Zapisuj ciąg myśli, nie dbając o poprawność, ortografię, przecinki. Czyli pisz szybko, nie zastanawiaj się, notuj każdą myśl, która przychodzi Ci do głowy. Co najważniejsze, nie ma znaczenia, czy wydarzenia działy się dzisiaj, czy 5 lat temu. Nie zważaj na logikę wypowiedzi, śmiało urywaj zdania, zmieniaj temat.
  • Możesz nastawić sobie czasomierz lub z góry założyć napisanie kilku stron.
  • Zapiski można zostawić, a można wyrzucić.

I już.

Spróbuj, sprawdź, to naprawdę działa!

Przeczytaj ciekawy artykuł Jak rozmawiać z szefem?

Kreator.